Wykończeni

Witajcie,
dawno nie było wpisu z moją opinią o zużytych kosmetykach, a że kilka ich się nazbierało to dzisiaj zapraszam na taki właśnie post.

Na początek produkt, który mam najdłużej, bo ok. 1,5 roku.
Jest to lakier do paznokci firmy Manhattan Quick dry, kolor 46K.

Piękny, głęboki, klasyczny kolor. Używałam go na święta czy jakieś ważniejsze okazje. Bardzo kryjący, nawet przy jednej warstwie, chociaż ja zawsze, na wszelki wypadek, nakładałam dwie. Bardzo szybko wysycha, a pędzelek jest wygodny. W buteleczce jest metalowa kuleczka, która ułatwia rozmieszanie. Tak jak napisałam, kupiłam go około 1,5 roku temu a konsystencja do końca była bez zmian. Minusem jego jest to, że dosyć szybko wyciera się na końcach paznokci.


Maska do włosów Kallos, Latte

Gdy pierwszy raz ją powąchałam, to miałam ochotę wyjadać ją palcem z opakowania. Ma obłędny, bardzo słodki zapach, niestety nie utrzymuje się on na włosach. Jest to maska z proteinami mleka do zniszczonych włosów. Ma spowodować, że staną się one miękkie i błyszczące.
Moje obserwacje są następujące: zdecydowanie ułatwia rozczesywanie włosów, zapobiega puszeniu się. Moje włosy były po niej miękkie i delikatne. Podczas stosowania zauważyłam, że końcówki są w zdecydowanie lepszym stanie, nie rozdwajają się. Ale niestety, pomimo iż nakładałam ją tylko od połowy włosów to zdarzało się, że szybciej się przetłuszczały. Plusem jest też bardzo niska cena.


Ava laboratorium, Acne control, maska antybakteryjna

Kupiłam ją jakiś czas temu w Rossmanie, kompletnie przez przypadek i jeśli dobrze pamiętam była bardzo tania.
Na opakowaniu czytamy: jest to maska antybakteryjna do cery tłustej i trądzikowej z olejkami eterycznymi. Bez alkoholu i parabenów. Dokładnie i głęboko oczyszcza pory skóry, usuwa zanieczyszczenia będące przyczyną powstawania wyprysków i innych niedoskonałości. Ogranicza wydzielanie substancji tłuszczowych, intensywnie wygładza, uelastycznia i matuje skórę. Zawiera naturalne olejki eteryczne z drzewa herbacianego, lawendy i trawy cytrynowej oraz D-pantenol i alantoinę.

Moja opinia: oj olejków eterycznych to ona ma… po pierwszym użyciu myślałam, że ją wyrzucę, ale po zobaczeniu efektów stwierdziłam, że przeżyję tan „zapach”. Pięknie wygładza i matuje skórę. Usuwa drobne skórki i przyspiesza gojenie niedoskonałości. Nie przesusza cery. Najlepsza maseczka jakiej do tej pory używałam, a na dodatek jest to produkt polski Big Smile Jeśli znajdę ją jeszcze w Rossmanie to na pewno kupię ponownie.


Balea, kremowy żel pod prysznic

Kolejny wykończony żel pod prysznic z Balei. Ten był pierwszym kremowym jaki miałam i zdecydowanie szybciej się skończył niż te żelowe, przeźroczyste. Żel o zapachu marakui, bardzo ładny, ale i bardzo intensywny, nie utrzymywał się na skórze. Nie nawilżał skóry, ot taki przeciętniaczek.


Balea professional, szampon do włosów

Był to szampon z kofeiną, bez silikonów. Nie wiem co w tym szamponie profesionalnego, ale strasznie plątał włosy. Nie byłam w stanie ich rozczesać bez nałożenia odżywki czy maski. Nie zauważylam żeby włosy po nim były jakieś mocniejsze czy bardziej błyszczące. Podczas jego używania musiałam myć głowę co drugi dzień. Nie polecam.

Alverde cellulite dusch peeling

Produkt z cytryną i rozmarynem. Ma bardzo silny, orzeźwiający zapach, przez co wydaje mi się, że w lecie sprawdziłby się o wiele lepiej. Produkt ma konsystencję przeźroczystej galaretki, dzięki czemu nie ucieka między palcami. Drobinki w nim zawarte są delikatne i nie jest ich zbyt dużo.
Ja nakładałam go, na ładnie mówiąc – problematyczne miejsca, masowałam i zostawiałam na chwilkę, po czym spłukiwałam. Na skórze czuć mrowienie. Po użyciu skora jest gładziutka i ładnie napięta. Wiadomo, że celulutis od niego nie znika, ale może nam pomóc w dbaniu o skórę. Poleciłabym go osobą, które nie lubią mocnych, zdzierających peelingów.
Opakowanie zawiera tylko 150 ml i szybko się kończy.

Ziaja pasta oczyszczająca, liście manuka


Pasta pochodzi z najnowszej serii Ziaji o której jakiś czas temu było bardzo głośno w internetach. Kupiłam więc i ja, na spróbowanko.
Pierwsze co zauważyłam to to, że produkt jest niemal identyczny jak 3w1 z Garniera i All in 1 z Nivea. Produkty tych firm możemy stosować do mycia twarzy lub zostawić na dłużej jako maseczkę. Zużyłam już ich kilka opakowań i są one moimi ulubinymi produktami do twarzy, dlatego i wobec pasty z Zaji miałam duże oczekiwania.
Konsystencja przypominająca maseczkę. Zawiera dosyć mocne drobinki,  które umożliwiają usunięcie martwego naskórka. Na opakowaniu nie ma informacji o tym, że produkt możemy użyć jako maseczkę, szkoda. Ma specyficzny, dość mocny zapach, identyczny jak Garnier i Nivea.
Pasta zawiera zieloną glinkę, która ma działać normalizująco oraz liście manuka, które mają działanie antybakteryjne. U mnie pasta bardzo bobrze się sprawdziła, twarz po użyciu była miękka i dobrze oczyszczona. Nie pojawiały się nowe wypryski, a nawet zauważyłam, że zaskórniki są mniej widoczne.
Minusem jest małe opakowanie, bo ma jedynie 75 ml. Na plus niska cena, ok. 8 zł.

Zobacz też:

Poprzedni wykończeni – lato

Upolowani w listopadzie

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>